Wymiana telefonu świeżo po zakupie w salonie
Szukam książki o fotografi...
Gdzie nad morze? Jutro jadę
Planowo w środę wieczorem chcę wyjechać z dziewczyną pociągiem w kierunku Bałtyku. Mamy bardzo, bardzo ograniczony budżet a chcemy spędzić ok. tygodnia w jakimś dwuosobowym pokoju blisko morza. Niestety chyba ciężko będzie znaleźć coś poniżej 50zł od osoby za nocleg w dwójce (bez łazienki). Proszę o pomoc: miejscowość, adres lub nazwa "ośrodka". Wysłucham każdej porady.
Lokalizacja? Nie ma wymogów. Ogólnie to najlepiej tam gdzie jeszcze nie byłem ale to nie koniecznie.
Stanowcze "nie" płytom Jacksona!
Moim skromnym zdaniem kupowanie płyt M Jacksona (nieżyjącego już jak wszyscy wiemy) w chwili obecnej jest bez sensu. Wspominam o tym przy okazji bumu na jego twórczość. Człowiek ciężko pracował nad swoimi produktami w postaci płytek CD/DVD i oczywistym jest, że wzbogacił się głównie na ich sprzedawaniu. Teraz już nie dostanie ani grosza - zarabiać będą osoby trzecie - wytwórnie, promotorzy.
Nie powiem wprost, że namawiam do piractwa, ale sprzeciwiam się kupywaniu płyt artystów nieżyjących/zespołów razem niegrających. Wg mnie za muzykę powinno się płacić artystom (plus mały koszt wytłoczenia krążka) i nikomu innemu.
Będąc rok temu w Anglii wahałem się, czy na pamiątkę nie kupić Greatest Hits Gunsów. Trzymając się jednak tej zasady spytałem siebie: kto dostanie moje funty? Slash? Izzy? Nie, to nie kupuję!
Jedyne co rozumiem to kupić w ramach kolekcjonowania płyt z ładnymi okładkami. Każdy ma jakieś hobby, jedni zbierają znaczki inni oryginalne płyty. Takie głupie zboczenia czynią nas pięknymi.
Po co mi studia dzienne? Wpis pełen wakacyjnego zwątpienia
Wydawać by się mogło, że z końcem czerwca gdy egzaminom (przynajmniej na czas połowy września) przychodzi kres, życie studenta nabiera słońca i odprężenia. Niestety razem z wolnością przychodzą pierwsze problemy.
Patrząc na wszystkich znajomych którzy zostali w mieście, gdzie pracują na co dzień a jedynie co drugi weekend wyjeżdżają posiedzieć na wykładach, zaczynam powątpiewać w swoją drogę. Od paru tygodni dziewczyna mąciła mi w głowie, że po sesji w ramach odprężenia się chce wyjechać we dwójkę nad morze, choćby na tydzień. Pomysł ciekawy. No ale dużo przez ten semestr nie odłożyłem i choć głęboko wierzę w wyjazd, to mało realnie widzę tydzień w dwuosobowym pokoju z łazienką, gdy do tego jest szczyt sezonu. PKP robi zniżki, fajnie, ale ceny ciepłych posiłków idą w górę a to nie akademik, że codziennie patelnia i jest obiad...
Dla porównania moi koledzy stąd. Jak pracowali cały rok, tak pracują w wakacje. Gdy jednak wezmą sobie tydzień czy dwa wolnego to szaleją. Albo grupowo jadą nad morze imprezować co noc, albo w dwa samochody jadą np do Chorwacji zapewniając mnie, że gdybyśmy jechali z nimi to tanio by wyszło (dla nich tanio - dla mnie trzykrotność planowanego budżetu na wypad nad Bałtyk).
Myślisz: "Co za leń! Ubzdurał sobie, że wakacje studenta są od wypoczynku!, phi". Wcale jednak tak nie uważam. Ba, od kilku tygodni szukam pracy, wysyłam CV, nawet konkretnie adresowane listy motywacyjne stworzyłem. Naiwnie szukam pracy w branży IT. Pogódźmy się z faktem: po pierwszym roku jestem dalej śmieciem o ile nie mam super zdolności do Javy. Nad pracą za granicą też już nie myślę. Rok temu byłem i wróciłem zadowolony, ale robotę miałem załatwioną a w tym roku na to nie ma szans. Samemu jechać w ciemno? Gdybym miał kilkaset funtów to można ryzykować, ale funt grubnie...
Pozostaje praca lokalnie. Szukam, gadam z ludźmi, piszę maile - cisza. Zanim spytam znajomych pracujących o wakat słyszę ich wyrok "ostatnio dużo studentów wchodzi i pyta o pracę...". Już wszystko wiem. Wakacje już w pełni, robota sezonowa przez studentów dawno okupowana a nie ma co się oszukiwać, że z każdej roboty odejdę w październiku więc dla każdego pracodawcy jestem niewidzialny. Jak już ktoś rzuca okiem na moim CV to po linijce o studiach dziennych od 2008 do obecnie to pdf-reader od razu zamykany.
Koniec zażaleń. Jutro ostatni egzamin czeka i wakacje, hurra <ściszonym tonem, jakoś tak bez entuzjazmu>.
Jutro zaczynam studia, Gliwice 2008
Ależ ten czas z leksza napiernicza. Jeszcze wczoraj uczyłem się do matury a już jutro wybieram się na uczelnię. Jakieś szkolenie BHP, rozdanie indeksów, w środę jakaś (tutaj trudne słowo, zastąpię je swoim) inauguracja (strój odświętny) ale znowu pojutrze też coś uroczystego, sam już nie rozumiem. Jeszcze nie wiem jak to rozegram, ale możliwe też, że wbijam jutro do akademika...
Jak nastawienie bojowe? Strasznie dziwnie. Od czasów nauki do matury, czy potem trochę na technika, minęło zbyt wiele czasu, jestem umysłowo strasznie rozleniwiony, rozwakacjowany i bardzo niepewny przyszłości. Trzeba się w końcu obudzić, skończyć obijać i myśleć o ponownym włączeniu mózgu.
Nie mam niestety żadnego brata/kuzyna/znajomego który by studiował dziennie a już tym bardziej elektronikę (no i jeszcze sprawa życia w akademiku) i mentalnościowo jestem uczniem szkoły średniej, nie bardzo wiem co i jak na studiach. Tak, tak, ja wiem, wszystko w swoim czasie. A może już jutro na tym niby szkoleniu BHP dowiem się o co w ogóle chodzi z tymi studiami...
Tak czy siak nie będę jedynym głąbem, którym trzeba pokierować...
Parę słów o naszej klasie
Źródło pliku: zdjęcie znajomego na naszej klasie. Paradoksalnie. Ja tam nie jestem zwolennikiem serwisu, nie jestem też jego wielkim przeciwnikiem. Samo w sobie to nie jest głupie, głupi są tylko użytkownicy. Ja sam mam tam konto, użytkowników niewiele ponad setka (ale teraz na studiach pewnie dodam połowę z tego). Ogólnie trzeba patrzeć tylko na siebie, na swoje sumienie i wszystko dobrze, nie trzeba się niepotrzebnie stresować.
Jabber umiera, prznajmniej dla mnie
Tak jest, powoli zaczynam miewać dosyć. Już nie raz pisałem o tym jak zmieniałem serwer usługi jabber, chyba już wszystkie odwiedziłem. Niestety, nawet jabster teraz ma duże problemy z transportem do gg co jest dla mnie sprawą kluczową. Już mam dosyć zmiany serwera co pół, do roku tym bardziej, że teraz musiałbym do jakiegoś wrócić.
Na chwilę obecną nie działa gg przez jabstera więc jestem zmuszony kombinować użycie jednocześnie jabbera i gg, czyli albo 2 komunikatory albo multikomunikator. Zainstalowałem AQQ na Viście i troszkę lipnie to wygląda. Jak w końcu wrócę do linuksa to rozważam opcję Psi (jabber) i Kadu. Na Windowsie do komunikatora gg oczywiście już nie powrócę, ale będę testował programy by korzystać z "gołego" protokołu gg a nie poprzez transporty jabberowskie.
Tylko niestety teraz jest mi bardzo głupio, bo tyle osób już namówiłem na jabbera ze względu na pełną obsługę sieci z gg i możliwość rozmowy gdy serwery gg leżą, a w praktyce od wielu miesięcy (paru lat) serwery gadu-gadu są bardziej stabilniejsze niż serwery jabbera które co chwilę zmieniałem. Trzeba przyznać, że komercyjne produkty mają pieniążki na ulepszanie produktów na bierząco a jabbery i te inne co chwilę leżą bo nikt nie płaci by je utrzymywać, nikt nie finansuje ich rozwoju.
Jak ja mam teraz uświadomić dziewczynie, że to co kiedyś reklamowałem jako świetne, lepsze, teraz zawiodło? Może dalej walczyć: "pozwól, ale teraz znowu muszę ci pozmieniać ten serwer i poprawić adresy kontaktów bo znowu nie wypaliło, ale to i tak lepsze niż gg, prawda?". Nie prawda... Co innego nasza społeczność, zwolenników alternatywnych rozwiązań, otwartych protokołów i kodów źródłowych, w przeciwieństwie do 95% internautów, którzy chcą po prostu rozmawiać zawsze bezproblemowo, bez przerw i kolejnych poprawek, bez nieustannego kombinowania, by rozmawiało się rzekomo lepiej. Jednak tych środowisk już nie da się wymieszać.
Aktualnie mam na rosterze kilka osób z sieci jabber i niestety, chyba niedługo będę musiał ich pytać o numerki gg, ale jeszcze zobaczymy.
Technik Elektronik
Od dziś. Z teoretycznego dostałem 88% i 95% (teoria elektroniki / podstawy przedsiębiorczości) a z praktycznego... fanfary... 100% i tytuł mistrza świata ;-)
Niebo gitar
Zjebany dzień w pracy w Londynie, ale los posłał mnie wieczorem na spacer i odnalazłem sklep a w nim kupiłem za 5 funciorów ("fabryczna" cena - 25f) taką oto książeczkę:

Ponad 200 dużych stronnic ze zdjęciami gitar i opisami gitarzystów, nawet jeszcze nie wiem, zaraz zerknę dokładniej.
Ogólnie misja: poprawić sobie humor za niską cenę: akompliszd.
Tak PeeSem mówiąc to mam chrapkę na biografię Slasha, też za 4 paundsów (10 w twardej okładce).
Jednak idę na Politechnikę Śląską
Dziewczyna dostała się do Katowic więc ja idę do Gliwic na wydział AIE, kierunek Elektronika i Telekomunikacja. Jako jedyny z klasy po technikum elektronicznego zostaję wierny kierunkowi...
Postaram się zostać programistą języków niskopoziomowych (na początek). Nauczę się tam C i pokrewnych a resztę to już sam.
Studentów tego kierunku na tej uczelni zapraszam do komentowania (gratulacji i kondolencji wyboru).
Kupujem komórkę
Siedząc w Anglii mam sposobność kupić telefon o jakim w Polsce musiałbym pomarzyć [albo robić na niego dwa miesiące]. Aktualnie na celowniku mam takie cacko:

Sony Ericsson W910i
Tutaj jak tanio uda mi się kupić to za jakieś niewiele ponad 150 funtów. Dla porównania chcąc kupić takie coś w polskim orange przy moim miksie za 25 zł musiałbym dać w salonie prawie... 1100zł! Polska to śmieszny kraj.
Oczywiście jestem otwarty na inne modele, może jakaś Nokia N95 ale boję się, że za bardzo kolorowy wyświetlacz zżera za dużo prądu a ja nie mam zamiaru ładować co chwilę telefonu. Zależy mi jednak na dużym wyświetlaczu i funkcji dobrego mp3 playera a seria Walkmanów do tego nadaje się chyba najlepiej.
Londyn 2008
Podzielę się z wami ostatnim słowem prosto z Polski: jadę jutro do Londynu. Posiedzę tam z miesiąc, bardziej dwa a może nawet ciut więcej. Zobaczymy. Już od paru dni tęsknię... No ale trzeba brać dupę bo studia same się nie opłacą.
Trochę tylko żal zostawiać mamę z tymi wszystkimi sprawami jak rekrutacja mnie na studia - już ją widzę jak jedzie do Wrocławia (a tam sobie jeszcze śpiewają jakieś ksero dowodu z pieczątką z urzędu - bleee) no ale cóż, ktoś musi.
Dostanę ostatnie pożegnanie od joggera? Jak będę tam miał dostęp do Internetu bez problemu to nieraz coś szkryfnę - I promise.
Moja kolej na Anglię
Czyżby ten czas nadchodził? Tak, tak, a praca w Londynie nawet na mnie czeka i każe mi się pośpieszyć. Tak czy siak w założeniu powinienem już w sobotę rano jechać a póki co to nie mam nic załatwione z uczelniami ;-) Przy rejestracji do Wrocławia stanąłem na "wgraj fotkę". Troszę kretynizmu ale cóż :-)
Poza tym dowiedziałem się, że trzeba załatwić w Rybniku coś tam z kartą zdrowia, nie wiem... Chyba trzeba się wybrać tam znowu i załatwić w NFZ jakąś kartę która niby ma mi w jakimś stopniu zagwarantować leczenie w jakimś stopniu darmowe. Pewnie jest to o dupę roztrzaś bo ząb mnie swędzi a darmo/tanio go tam nie wyblombuję ale może odpukać puk puk poskładanie złamanej kończyny będę miał opłacone. Szczegółów się dowiem jutro a napewno jak wytrzeźwieję :P
Dziewczyna mi ucieka do Anglii
No niby nie ma co lamentować bo ja mam dojechać w przeciągu kilku dni [chyba] i już nas tyle nie będzie dzielić ale szkoda, że ona już jedzie i w ogóle jedziemy osobno. Podobno 22h autokarem jest do Londynu. Dla mnie nic strasznego, już do Grecji dojechałem/dopłynąłem/dojechałem więc scen robił nie będę.
Tak czy siak smutno mi.
Na wakacje do Anglii?
Musiałem zainteresować się możliwością wyjazdu na przedstudyjny zarobek do Anglii. Póki co mniejsza o zakwaterowanie itp, najważniejsze znaleść przed wyjazdem jakąś pracę. Właśnie zakładam sobie konto na Euresie, wystukuję swoje CV
Marzy mi się praca nie na budowie, w barze czy na zmywaku tylko związana z karierą, czyli branża elektronika/informatyka. Nie wiem tylko czy jako osoba "tylko" po technikum elektronicznym i nie będąca native no i przede wszystkim bez większego doświadczenia w pracy mam szansę znaleść coś ponad proste prace z początku akapitu. Większość ludzi która wyjechała pewnie nie ma dla mnie dobrych wieści.
Moje małe kwalifikacje które tu zdobyłem, czyli ukończone technikum, praktyki, udział w programie Leonardo [tu zdobyty dokument Europass, ale jeszcze go nie dostałem], czy ostatnio uprawnienia SEP do 1 kV chyba mogę sobie wsadzić w buty jadąc za granicę i skorzystam z nich chyba gdy tu nie dostaę się na dzienne i będę szukał roboty lokalnie.
W zdrowym ciele zdrowy duch
Trzeci dzień pracy nad ciałem i jeszcze nie zrezygnowałem. Byłem dziś chwilkę pobiegać. Muszę skombinować lepsze buciki do biegania po asfalcie bo ich brak na razie blokuje mój rozwój ;-)
Jem mniej, nie podjadam, rozbijam obiad na mniejsze "części". Dziś zjadłem małe ciasteczko, wczoraj prince polo a przed wczoraj mały kawałek ciasta. Nie mogę tak na raz przestać bo moje ciało umrze z braku cukru ;-) Obiecałem sobie pić nie więcej niż 2 kawy dziennie i nie jeść więcej niż powinienem.
I żeby nie było - nie odchudzam się tylko wracam do jakiejś normalnej wagi.
Body making
Od dziś wracam do biegania dzień w dzień i nie jedzenia więcej niż muszę. Kurwa, nic mnie nie powstrzyma! Już nie ma wymówki, że uczymy się do matury.
Superekspresy, fakty, ballacki i ben hakery
Trochę nie rozumiem tego OGROMNEGO szumu jaki wywołali polscy gazeciarze, czli don Leo z głowami wrogów. Z góry odcinam się od sprzyjania takim polskim brukowcom, faktu nie czytam nigdy, chyba, że dla rozrywki [pośmiać się z tych kretyństw]. Tu jednak muszę stanąć w obronie polskiej racji [niewinności].
Chciałbym tutaj porównać jakie my robimy sobie żarty z Niemców a jakie oni z nas. Otóż jako Polacy jesteśmy JAWNIE wyśmiewani i krytykowani przez największe niemieckie Bildy itp. Najważniejsze jest jednak to, że oni wytykają nam konkretne wady, podkreślając i "upiększając" stereotypy o Polakach jako o złodziejach samochodów [słynna reklama]. Nas to boli bo prawda kole w oczy - rozumiem, zgadzam się. Nie powinno się jednak o takich rzeczach mówić, bo stereotypy należy zwalczać. A kto ma dawać przykład jak nie media?
Czym dla mnie jest ten obrazek "z głowami"? Niczym strasznym, wyzywającym. Wręcz jest śmieszny i symboliczny! Przemawia w stylu "dokopać przeciwnikowi", "zmiażdżyć Niemców", "ośmieszyć Ballacka". Ja na to patrzę jak na zapowiedź meczowej walki. Co chcę zauważyć, my [fakty i superekspresy] nie mówimy jacy Niemcy to są brzydale, debile, bufoni [choć niestety wspominamy BEZSENSOWNIE średniowieczne wojny]. Jestem pewien, że równie dobrze taka "okładkowa" zagrywka mogłaby mieć miejsce w innych krajach np przed meczem Włochów i Francuzów bo tutaj nie widzę ŻADNEGO bezpośredniego uderzenia w Niemców, w ich jakiś stereotypowy czuły punkt.
Zasmuciła mnie także reakcja Niemców, domagających się przeprosin, podczas gdy my chyba nigdy nie usłyszeliśmy czegoś takiego od niemieckich przyjaciół [za złodziei, za mediamarkty, za papieża, za samochody]. Żart polskich gazet kojarzy mi się z amerykańskimi mediami. Tam tego typu walka prasowa przedmeczowa zdaje się mieć miejsce cały czas. U nas jeden, czy dwa incydenty z fotomontażem o charakterze średniowiecznego wojownika, zachęcającym polskich piłkarzy do dania z siebie wszystkiego podczas wielkiego meczu, I OD RAZU WIELKIE HALO!
Politechnika Wrocławska - czy próbować?
Kolejne przemyślenia z cyklu "Kuba po maturze nie wie co dalej. Wymarzone kierunki pozostają marzeniami więc...". Osoby o słabym sercu prosi się o ble ble ble
No to skoro z około 50% wynikiem (mata-R) nie dostanę się na informatykę ani na śląską ani na wrocławską to może spróbuję kontynuować edukację na kierunku elektronik, a że na śląskiej znowu duże progi to chyba złożę też papiery na...
...no właśnie, jak to jest z tym Wrocławiem? Progi niby były ostatnio od 61 chyba punktów, a ja spokojnie około 130 wg tego przelicznia miał będę. To takie proste się tam dostać? A z tego co wiem to Wrocławska chyba ma jakąś reputację także jeżeli chodzi o kierunek elektronika.
Jak sądzicie? Jest ktoś po pwr i mógłby się wypowiedzieć czy byłby to dobry wybór? Tylko proszę, bez tekstów o utrzymaniu się na pierwszym roku bo dam radę
Ah i jest wiele złych głosów, które utrudniałyby mi obranie tej drogi ale na razie nie czas dopuścić je do słowa.
Tyle matematyki, po co?
Jakiż jestem zły. 4 lata tego przedmiotu w technikum. Tak od 2 klasy zacząłem się przysłuchiwać. W 4 kułem od września. Korki, książki, milion kartek przerobionych!
To mój stosik. Kilka zeszytów zapisanych w całości. Książek też parę. Nakład finansowy jednak głównie napędzały korki, tak z 1000zł na to udałem... Ale ile pogrzebałem wczoraj szans/marzeni/trudu i tak dalej...
Jak wynik procentowy z rozszerzonej matematyki zacznie się od cyferki 5 to będę bardzo szczęśliwy ale póki co to na Pol Śląską na inf/elektronika nie biorą takich nieudaczników. Życie, zaoczne welcome to.
Kuba 2:1 CKE
No i nie ma z czego się cieszyć. Zadania były całkiem proste ale mi nie poszło najlepiej. Początek trochę ruszyłem, w połowie dziury a pod koniec na wyrywki sypałem jakimiś rozwiązaniami. Jestem zły, bo spodziewająć się trudnych zadań dostałem proste, na co nie byłem psychicznie gotowy. Było np proste zadanie z stereometri, planimetrii, swego czasu moich koników. Coś zacząłem liczyć, coś tego ale do wyników nie udało się dojść. Czekam na 15 na wyniki i zobaczymy czy będzie "bezproblemowe 50%" czy "patrzymy na zaoczne".
Jutro Egzamin Życia
Tak jest, trzeba to przyznać. Ja wiem, że na studiach pisze się takie maturki co semestr ale tutaj to jest pierwsze takie coś. Na studiach można poprawiać egzaminy, tutaj mogę się po prostu na te studia nie dostać.
Pieprzona matematyka - advanced. Jestem ciekawy, czy będę myślał po niej "cholera, mogłem się jeszcze więcej uczyć", czy może "więcej nauki nic by nie dało, ta matura jest za trudna". No nic, powtórzę troche materiału jeszcze dzisiaj, a na jutro będę się starał mieć pozytywne nastawienie psychiczne [przyda się medytacja...], żeby mieć jasność umysłu przy rozwiązywaniu.
Mam tylko nadzieję, że CKE nie nacudowało w tym roku a te próbne wszystkie to były prostsze niż "majówka". Ale dość dywagacji...
Fedora 9 ujrzała światło dzienne
Nie mam jak na razie potwierdzenia, ale na serwisach torrentowych jest już Fedora 9 - prawdopodobnie final. Zaczynam zasysać dla x86_64. Oficjalne wydanie dopiero jutro.
Studia na Pol Śląskiej - Kuba rekrut
Może to troche naiwnie zabrzmi, ale fajnie by było, gdyby ktoś mógłby mi odpowiedzieć na pytanie: ile wynosiły progi punktowe na Informatykę (wydział Automatyki...) rok temu (pewnie trochę mniejsze niż wcześniej)?
Planuję tak napisać na ok 50% rozszerzoną matematykę i chiałbym się załapać. Ewentualnie mógłbym na Elektronikę, jestem po technikum, polubiłbym.
Kuba 1:0 CKE
Nie lubię czytania ze zrozumieniem. Albo mam problem ze znalezieniem czwartego argumentu na coś albo znowu zamiast 2 widzę trzy. W dodatku trzeba znać cechy funkcji dynamicznej czy coś takiego, a ciężko podać odpowiedz zgodną z kluczem, skoro się nie wie a się tylko kombinuje. Chociaż tekst - przyznam - przystępny i fajnie wchodziło.
W drugiej części od razu odrzuciłem wiersze, bo to wiersze. Już teraz mogę jednak powiedzieć, wyczytałem, że co roku jest mickiewicz. No to teraz też był.
Pisałem o Lalce. Czytałem kiedyś, więc czułem się pewnie. Niestety jednak, temat okazał się dosyć trudny. Marzenia senne Izabeli wydały się trochę trudne do rozszyfrowania. Nie było wątpliwości, że jegomość to był Wokulski ale znowu weż sobie wyobraź ten cały pierścień lasowy z dymem i górami. Jakkoś nie wchodziło ale wybrnąłęm. Połączyłem jakoś dym, hałas maszyn do Stanisława-pracusia i chyba dobrze rozpracowałem tekst. Najwyżej. Zawsze pozostaną punkciki za styl, kompozycję i poprawność ortograficzną. Na >50% liczę spokojnie z tego.
Po czym poznać prawdziwego googlowicza?
Znajdzie przecieki matury w necie. Te prawdziwe
Z góry mówię - ja nic nie mam :P
Mój dwudziestoletni patriotyzm
Jakiś czas temu popełniłem taką pracę na WOSie, żeby nie zginęła po usunięciu z dysku postanowiłem ją opublikować. Pragnę zauważyć, że to jest forma zadania domowego, więc miejscami pisana na odpieprz i miejscami nadużywałem hiperboli. Co chcę powiedzieć: czasem przesadzałem, żeby całość miała spójną i zdecydowaną wypowiedź. Proszę nie gonić mnie po wsi z widłami.
Uznane słowniki zgodnie definiują znaczenie słowa patriotyzm, w pierwszej kolejności zwracając uwagę na postawę miłości do ojczyzny, gotowość dla poświęceń w jej imię. Wydaje mi się, że żyjąc w suwerennym kraju nie prowadzącym w chwili obecnej żadnych zbrojnych działań defensywnych znaczenie słowa patriota często nabiera innego znaczenia, w zależności od sytuacji. W odniesieniu do tych dwóch całkiem różnych „definicji” chciałbym pokrótce przedstawić moje spostrzeżenia i przemyślenia na temat własnego patriotyzmu.
Osoba cechująca się postawą patriotyczną charakteryzuje się wysokim poszanowanie dla symboli narodowych. Jednym z głównych haseł polskiej postawy patriotycznej jest wojskowa dewiza „Bóg, Honor, Ojczyzna”. Muszę przyznać, że aktualnie słowa te nie wywierają na mnie niemal żadnego znaczenia. Nie musiałem nigdy wykazać się obroną granic swojego państwa, nie czułem zagrożenia napaści ze strony obcego najeźdźcy. Nie wyobrażam sobie więc, że mógłbym ryzykować życiem walcząc o to, by państwo w którym żyję nazywało się Polska, a nie Niemcy, Rosja czy też inaczej.
Podobnie rzecz ma się jeżeli chodzi o mój stosunek do barw narodowych. Widok polskiej flagi nie robi na mnie większego wrażenia, nie wzbudza szacunku. Pojawia się kwestia mojej reakcji, gdybym był za granicą i widziałbym kogoś, kto np depcze polską flagę czy pali ją. Na pewno nie spowodowałoby to urazy moich osobistych odczuć. Jeżeli nie byłaby to akcja skierowana tylko wobec mnie tylko np chęć wyrażenia swojej niechęci do całego narodu polskiego, wówczas nie przejąłbym się tym zbytnio. Interwencja w tej sprawie, zwłaszcza agresywna, byłaby nie do zaakceptowania przeze mnie. Uważam bowiem, że byłaby to już oznaka nacjonalizmu, czyli chęci wywołania małego konfliktu międzynarodowego, w imię zasady wyższości swojego kraju.
Osobiście bardzo boli mnie nienawiść Polaków wobec innych narodów, głównie tych, z którymi nie raz wdaliśmy się w wojnę. Niestety, Europejczycy wciąż żyją II Wojną Światową, co przejawia się głównie podczas imprez sportowych. Wielu polskich kibiców jechało na Mistrzostwa do Niemiec tylko po to, by „dokopać Szkopom”, ale też np słynni w tej dziedzinie Anglicy podczas starć z gospodarzami podkreślali, że ich pobudki są na tle historycznym. Nie tylko piłkarscy pseudokibice są tacy. Gdy Adam Małysz zaczął seryjnie odnosić swoje sukcesy, jego głównym sportowym rywalem byli najpierw Schmitt, a następnie Hannavald. Dla nas główną atrakcją podczas zawodów była rywalizacja polsko-niemiecka. Objawiało się to wygwizdywaniem jak również obrzucaniem niemieckich sportowców (i tylko ich) śnieżkami podczas konkursów w Zakopanem. Niestety, tak to już jest, że Francuz czy Włoch mogą się krzywo uśmiechnąć. Niemiec już nie.
Przykro mi zatem to stwierdzić, ale patriotyzm od tej strony jest dla mnie nie do przyjęcia. Prosta droga do nacjonalizmu. Staram się traktować Niemca, „Ruska”, Murzyna, Polaka, Francuza czy Czecha w sposób jednakowy. Hitler, Stalin czy von Junginen byli źli, to jednak nie znaczy, że mamy być uprzedzeni do całego „wrogiego” narodu.
Wydaje mi się, że od kilkunastu lat w Polsce stopień patriotyzmu można „mierzyć” w dosyć ciekawy sposób. Żyjemy bowiem w dobie masowej emigracji Polaków za granicę. Zauważyłem, że za największych patriotów uważają się właśnie emigranci. To w Chicago czy Londynie Polacy zdają się być najbardziej dumni ze swojego pochodzenia. Modne jest wywieszanie biało-czerwonych flag czy noszenie koszulek z polskm godłem. Twierdzą, że bardzo chcieliby mieszkać w Polsce, ale, niestety rząd czy ogólnie sytuacja polityczna zmusiła ich do ucieczki. Nie są w stanie tutaj „normalnie żyć mimo wszystko” (jak śpiewa IRA). Chyba musiałbym poznać wiele takich przypadków żeby dać się przekonać, bo uważam, że jeżeli ktoś tak bardzo kocha swój kraj to nie zostawiłby go dla większej stawki za godzinę, jaką dostanie w Irlandii. Rynek pracy staje się coraz bardziej wymagający. Należy się do niego przystosować i podnośić/zmieniać kwalifikacje zamiast stać się tanią siłą roboczą na Wyspach.
Nie czuję się jednak „lepszy” patriotycznie pod tym względem. Ja nie planuję uciec z kraju na stałe. Po prostu mógłbym czuć się niechciany mieszkając i pracując tylko z rdzennymi mieszkańcami.
Chciałbym jeszcze krótko wspomnieć o czymś, co mnie w Polsce, w Polakach drażni i odrzuca. Nie podoba mi się bowiem stosunek Polaków do alkoholu. Nie ma co ukrywać – jesteśmy krajem stereotypowo powiązanym trochę z Rosjanami poprzez zamiłowanie do wódki. Nie dość, że psujemy w ten sposób swój wizerunek wśród innych krajów, to na dodatek chwalimy się tym i chełpimy. Nie raz słyszelałem w bardzo bliskim towarzystwie nieco oklepane ale jakże szczere hasło „tu jest Polska i tu się pije”. To jest prawda. Było tak za szlachty, za PRLu i jest tak do dzisiaj. Jeżeli poziom „polskości” mierzy się w możliwościach butelkowych wypicia „czystej” to ja nie przystępuję do tej rywalizacji. Dla mnie to jest powód do wstydu. W innych krajach przy okazji ucztowania polewa się każdemu kieliszek, lampkę i butelkę chowa się do barku. W Polsce „flaszka” zawsze stoi na stole. Nie deklaruję się jako osoba w ogóle nie pijąca, po prostu boli mnie, że sympatia pewnego kraju do alkoholu zamiast problemem wstydliwym staje się powodem do dumy. To powoduje, że staję na zewnątrz takiego społeczeństwa.
Podsumowując muszę chyba przyznać, że ciężko mi określić siebie patriotą. Wymieniłem kilka rzeczy, które powodują, że odczuwam dystans zarówno do symboli narodowych, obawiając się dążenia do nacjonalizmu, jak i do obywateli, których postawa czasem doprowadza mnie do smutnych refleksji. Wspomniałem zaledwie o niewielu rzeczach, które w Polakach mi się nie podobają, a jest ich zapewne wiele więcej, choć oczywiście w każdej narodowości są jakieś poglądy, które bym odrzucił.
Naturalnie, czasem odczuwam pewnego rodzaju przynależność do Polski. Oglądając zawody sportowe kibicuję Biało-Czerwonym, gdyż opowiadam się za drużyną, z którą jestem kulturowo i geograficznie jakoś związany. Będąc za granicą tęsknię, choć bardziej za rodzinnymi stronami, niż za ojczyzną. Gdy jakiś Polak osiągnie sławę w jakiejś dziedzinie, chętnie pogratulowałbym mu i cieszyłbym się, że np mamy lepszych artystów, sportowców czy naukowców. Dopóki jednak nie będę musiał bronić z karabinem swojego domu, żony i dzieci – nie poczuję się patriotą, bynajmniej „słownikowym”.

